Reżyseria: Daniel Barber Scenariusz: Gary Young Obsada: Michael Cane, Emily Mortimer, Iain Glen, Liam Cunningham, Jack O’Connell, David Bradley, Charlie Creed-Miles Zdjęcia: Martin Ruhe Produkcja: Wielka Brytania 2009 Dystrybucja w Polsce: Monolith Czas: 103 min. W kinach od 15 stycznia 2010
Opis
Harry Brown to były żołnierz i wdowiec, wiodący samotne życie na podmiejskim osiedlu. Gdy jego najbliższy przyjaciel Leonard zostaje brutalnie zamordowany, Brown postanawia samodzielnie wymierzyć sprawiedliwość zabójcom, którzy bezkarnie dopuszczają się kolejnych przestępstw. Doświadczony w walce mściciel wchodzi tym samym w konflikt z inspektorami policji, prowadzącymi śledztwo w sprawie morderstwa Leonarda.
Recenzja
Szare londyńskie blokowisko, w którym Harry Brown wiedzie swoje szare życie. Bohater filmu Barbera jest emerytem, eksżołnierzem. Mieszka sam, jego ukochana żona umiera w szpitalu, córka zmarła, kiedy była dzieckiem. Chwile zapomnienia przynosi partyjka szachów rozgrywana w miejscowym pubie z przyjacielem – równie samotnym Leonardem. Harry’emu i Leonardowi doskwiera nie tylko samotność, ale i nieustanny strach przed terroryzującą osiedle chuliganerią wspieraną przez miejscowych dilerów. Szczególnie ciężko jest Leonardowi, który stał się celem ich zaczepek. Gdy dochodzi do tragedii, Harry zostaje całkowicie sam. A widząc nieudolność policji – postanawia wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę.
Harry Brown to debiut Daniela Barbera, w którym wspierali go i świetni aktorzy, i znakomici koledzy po fachu. Ciekawy jest sam punkt wyjścia, Harry Brown bowiem zaczyna się jak klasyczny dramat społeczny, z solidnie zakreślonym tłem obyczajowym i psychologicznym. Brutalność i brak wyobraźni młodych sąsiadów głównego bohatera widzimy już na początku, kiedy w realizowanej z kamerą z ręki sekwencji motocyklowej strzelają oni do przypadkowo przechodzącej kobiety z wózkiem. Wiemy, że pojedynek między Harrym a nimi będzie nieunikniony. Jednak najpierw Barber pokazuje, jak wygląda codzienność bohatera, jego samotność, lęki starego człowieka, który kiedyś był znakomitym żołnierzem piechoty morskiej, a teraz czuje, że otaczający go świat zagraża mu na każdym kroku. Trzeba przyznać, ze reżyser ma oko do realistycznych obserwacji, a Michael Caine – wybitnym aktorem jest. Ogląda się go wspaniale, z pewną niecierpliwością oczekując przemiany emeryta w krwawego mściciela. Problem zaczyna się, gdy w końcu Harry przeprowadza swoją wendetę. Bo Barber postanawia nie rezygnować z konwencji realistycznej, raz na jakiś czas przypominając nam, że nasz superbohater jest zwykłym – choć mocno wkurzonym – staruszkiem. Komiksowość pewnych scen, świetne zdjęcia Martina Ruhe (autora zdjęć do Control) oraz czarno-biały podział świata przedstawionego zaczynają razić. Doszukujemy się w tym jakiegoś prawdopodobieństwa. A nie ma go w ogóle. Bo kto uwierzy, że żołnierz (nawet wybitny) po 40 latach spędzonych w kapciach posługuje się każdą bronią, jak zawodowy płatny zabójca? Kto uwierzy, że zalękniony emeryt, zabijając strzelających do niego ludzi, którzy mogliby być jego wnukami, jest w stanie wykrzesać z siebie dowcipno-cyniczną przemowę? W końcu kto uwierzy, że kręcący wielkim narkotykowym biznesem dresiarz za swoich głównych pomagierów ma parę zaćpanych psychopatów? Słowem: Michael Caine – tak, Harry Brown – nie.
Marta Miś